Marylin Manson
Który z punktów Twojej kariery był najważniejszy dla ciebie jako człowieka, muzyka, z dzisiejszego punktu widzenia?
Większość ludzi uważa, że podpisanie kontraktu płytowego jest największym osiągnięciem, najważniejszym momentem początkującym wielkie zmiany, ale to dopiero pierwszy krok. Trudno jest mi wskazać ten najważniejszy moment, ale myślę, że trasa promująca Antichrist Superstar oraz praca nad moją książką, pozwoliły mi przeanalizować dotychczasowe życie i na wiele spraw spojrzeć z innego punktu widzenia, to dla mnie okres wielkich zmian, który pozwolił mi rozwinąć się.
Co spowodowało, że przeniosłeś się ze wschodniego na zachodnie wybrzeże?
Trudno powiedzieć, ale Hollywood reprezentuje tę zagadkową metodologię rodzących się w Ameryce zmian, które zawsze mnie pociągały. Ciemniejszej strony wszystkich historii. Dlatego myślałem, że będzie interesującym dla mnie miejscem, które w jakiś sposób mnie zainspiruje. Zawsze w Hollywood będę obserwatorem bardziej niż jego częścią, co wyjdzie mi na zdrowie z pisarskiego punktu widzenia.
Gwiazdy często spadają, czy jesteś przygotowany na koniec własnej kariery na moment w którym ludzie przestaną chcieć kupować twoje płyty?
Jasne. Nigdy nie uważałem, że coś mi się należy, na wszystko ciężko pracowałem, a moja kariera skończy się kiedy będę zmęczony jej kontynuowaniem. Wielu ludzi spodziewa się iż pewne rzeczy będą robili wiecznie co prowadzi do rozczarowania, ja mam zaplanowane pewne kroki po zakończeniu przygody z muzyką.
Jak banał "sex, narkotyki i rock'n'roll" pasuje do Marilyna Mansona?
Każdy banał czy stereotyp zawiera jakiś pierwiastek prawdy, gdyż inaczej by nie istniał. W tym przypadku to nie tylko banał lecz również stan faktyczny. Tak czy inaczej zawsze jest to wyzwanie ponieważ albo to kontrolujesz, albo to przejmuje władzę nad tobą. Walczę o to by pozostać sobą i nie pozwolić się zniszczyć przez to kim jestem. Jeśli to ma dla ciebie jakiś sens. Staram się powiedzieć, że lubię wszystkie trzy.
Czy możemy porozmawiać o twojej współpracy z modelem z NIN Trentem Reznorem?
Wyjaśniliśmy sobie wszelkie nieporozumienia z przeszłości, nawiązaliśmy współpracę nad jego teledyskiem, którego byłem reżyserem i tyle. Sytuacja wróciła do normy.
Czy myślisz, że kiedyś ponownie będzie związany z produkcją twoich płyt?
Nie sądzę. Nie dlatego, że się nie lubimy, tylko że trudno jest współpracować tak długo takim osobowościom jak my. Już kiedyś przecież doprowadziło to do rozpadu naszej przyjaźni dlatego niemądrym byłoby próbować jeszcze raz.
Czy twoja przeprowadzka do Kalifornii ma jakiś związek z planami związania się z przemysłem filmowym?
Po części. Jestem zainteresowany kilkoma projektami wytwórni zagranicznych szczególnie propozycją jednego z francuskich reżyserów. Natomiast pewnego dnia chcę się zająć reżyserią. Może w czymś zagrać jeśli proponowana rola mnie zainteresuje. Lecz nie zamierzam się temu zaprzedać czego oczekuje ode mnie kilka osób.
Powodem czego są zmiany w składzie zespołu? Czy osoby, które z tobą współpracowały nie mogły cię dłużej znieść, czy były inne przyczyny waszego rozstania?
Dwaj pierwsi gitarzyści opuścili zespół ponieważ do niego nie pasowali. Pierwszy z którym założyłem grupę, wiedziałem to od początku, nie bardzo rozumiał o co mi chodzi i nasze rozstanie było jedynie kwestią czasu. Drugi, który go zastąpił, od początku był gitarzystą tymczasowym. Kiedy wróciliśmy z trasy promującej Antichrist Superstar, by rozpocząć nagrywanie Mechanical Animals jasne stało się, iż nie reprezentuje potrzebnej etyki zawodowej. Uważam, że pozostali muzycy w zespole, tak jak ja, muszą dawać z siebie wszystko. Na tym polega praca zespołowa, a nie na tym, że za kogoś wykonuję jego pracę. Teraz naprawdę tworzymy zespół.
Możesz wyjaśnić skąd biorą się ataki szaleństwa, kiedy podczas koncertów rozwalasz sprzęt, bijesz Twiggiego Ramireza lub innych muzyków zespołu.
Mówisz o kończeniu koncertów?
Tak.
To ewidentny wpływ takich zespołów jak The Who, które oglądałem w młodości. Jeśli mam ochotę coś rozwalić robię to. Natomiast nie zawsze tak jest i nie chcę żeby ludzie tego ode mnie oczekiwali ponieważ nie wynika to z inspiracji tylko z pójścia na całość. Bardziej lubię bić Johnego Five niż Twiggiego, gdyż on jest nowy w zespole.
Widziałem zdjęcie na którym byłeś w koszulce Rush'a, jakie zespoły z lat 60-tych i 70-tych miały na ciebie wpływ?
Jest ich tak wiele, że trudno je wszystkie wymienić: ......
A ulubieni wokaliści?
Jeśli chodzi o podejście do twórczości i koncerty z pewnością Iggy Pop jest moim ulubionym. Ale również John Lennon. Wiem, że wymienianie ich obok siebie jest bez sensu, bo kompletnie do siebie nie pasują, ale dla mnie właśnie ci dwaj się liczą.
Rozmowę przeprowadził Piotr Makak Szarłacki