Radio 94 FM






Radio Rzeszów Studio Nagrań Spaart

pierwsza 10 z 01.10.2002

  1. nervy c2h5oh
  2. kabanos motyla noga
  3. moby dick impresja
  4. hope bez tytułu
  5. eulogy in...out...
  6. corruption wasted
  7. nervy w kobierzynie
  8. moby dick marzenia
  9. tlen not a bog deal
  10. kabanos desperados

głosuj wyniki


wpisz swój email, jeżeli chcesz być powiadamniany(a) o aktualizacjach serwisu


John Frusciante

i jego włosy na głowie

Kiedy pierwszy raz usłyszałeś Red Hot Chili Peppers?

Kiedy pierwszy raz ich usłyszałem miałem czternaście lat, zobaczyłem, w 1984 roku, teledysk w MTV do "True men don't kill koyotes". Lecz ich wielkim fanem stałem się rok później i wtedy jeździłem wszędzie tam gdzie grali koncert. Występowali tylko w małych klubach i to było świetne, ponieważ mogłeś poczuć się częścią muzyki, która była wszędzie. Czułem, że ich muzyka jest moją, choć jeszcze ich nie znałem, nie byłem w zespole, czułem tę muzykę. Zacząłem z nimi grać gdy miałem osiemnaście lat.

Ile miałeś lat kiedy zacząłeś grać na gitarze i czy to był twój pierwszy instrument?

Wiedziałem, że będę gitarzystą. Nawet zanim chciałem nim zostać wiedziałem, że będę gitarzystą. Powiedział mi to głos w mojej głowie. Zechciałem nim być, gdy, w wieku jedenastu lat, usłyszałem punkową kapelę z Los Angeles "The Jarms". W radiu puścili ich pierwszy koncert, gdy jeszcze nie byli zbyt dobrzy technicznie, lecz to było bez znaczenie, ponieważ ich muzyka miała brzmienie jakiego przedtem nie słyszałem. I znów czułem się częścią muzyki gdyż dźwięki z mojej głowy usłyszałem w ich twórczości. To przepiękne uczucie dla jedenastoletniego chłopca. Wtedy zapragnąłem zostać gitarzystą, podejrzewałem, że będę w tym dobry. Na początku uczyłem się od The Sex Pistols, The Clash, The Jarms, Mad Society z Los Angeles, Circle Jerks. Zaczynałem od punkowych numerów, później gdy grałem lepiej zacząłem słuchać rocka progresywnego, muzyki z lat sześćdziesiątych, Jimiego Hendrixa, The Jeff Beck Group, The Yardbirds. I moja gra rozwijała się w tym kierunku.

Pierwszą gitarę kupiłeś sobie sam czy dostałeś od kogoś?

Pierwszą gitarę elektryczną kupił mi tata, ponieważ uczyłem się grać na akustyku. Elektryczna była za droga i nikt by mi takiej nie kupił zanim nie przekonałby się, że moja gra nie jest kaprysem. Lecz udowodniłem swojemu tacie, że jestem utalentowanym gitarzystą, gdy w lecie nauczyłem się grać na akustyku dziadka cały album "Never mind the bollocks" The Sex Pistols. To miało przekonać tatę, że zostałem stworzony by grać. Kupił mi Fendera Stratocastera. Takiego chciałem ponieważ na takim grał Jimi Hendrix.

Co sądzisz o Telecasterze?

Obecnie dużo na nim gram, wykorzystałem go przy kilku piosenkach z "Californication". Kocham Telecastery. Spośród tych, którzy używają tej gitary najbardziej cenię Jimiego Page’a, który wykorzystał ją do nagrania dwóch pierwszych płyt Led Zeppelin. Gra na niej również Andy Summers z The Police. To moi dwaj ulubieni muzycy, którzy grają na Telecasterze. Bardzo mi się podoba jej brzmienie, jest odrobinę cięższe i przynajmniej ta, którą mam, brzmi twardziej niż Stratocaster. Wykorzystuję ją na koncertach by zagrać niektóre utwory, ponieważ ma takie jasne funkowe, równocześnie potężne brzmienie. Za to lubię Telecastera. Lecz i tak częściej gram na Stracie, Telecastera używam do określonych utworów.

Jaka była reakcja twojego taty, gdy zagrałeś mu Sex Pistols, czy on tego słuchał, czy zrozumiał o co chodzi?

Nie sądzę by zrozumiał, ale i tak kupił mi gitarę. Przekonała go moja determinacja oraz miłość do muzyki. Docenił to. Widział powagę w moich oczach, mówiącą, że muzyka ma dla mnie ogromne znaczenie i że będę w tym dobry. Nie sądzę by zrozumiał Sex Pistols, ale przecież o to chodziło, to nie była muzyka dla naszych rodziców. Teraz może i dzieci grają swoim rodzicom Sex Pistols, ale wtedy było nie do pomyślenia byś przybliżał im twórczość Sida Vicious’a. Mogę to sobie wyobrazić, ponieważ moja mama z pewnością nie zniosłaby takiej muzy. Nie chodziło o to czy jemu się to podoba, liczył się fakt, że nauczyłem się całej płyty. Coś osiągnąłem. Mój tata był pianistą klasycznym, wiedział co to znaczy nauczyć się czegoś. On nigdy nie uczył się grać ze słuchu, docenił, iż mnie się udało. Był doskonałym pianistą lecz potrafił grać jedynie z nut nie ze słuchu. Wywarł na nim wrażenie fakt, że nauczyłem się grać ze słuchu.

Jak to się stało, że zacząłeś grać w Red Hot Chili Peppers i nagrałeś z nimi „Mothers Milk”?

Wrócili z trasy po Europie, ostatniej europejskiej trasy z Hillel’em. Wcześniej grałem już z Flea, poznaliśmy się przez znajomego perkusistę, wspólnie jamowaliśmy. Uważał mnie za dobrego gitarzystę i fajnego faceta. Dla mnie był najlepszym basistą na świecie. Dlatego to, że mogłem z nim grać było najważniejszym wydarzeniem w moim życiu. Zagraliśmy jeszcze ze dwa, trzy razy. Później zmarł Hillel. Wynajęli innego gitarzystę. Anthony nigdy nie słyszał jak gram. Wynajęli innego gitarzystę lecz granie z nim nie układało się najlepiej. Wtedy usłyszał mnie Antony, na przesłuchaniu dla innego zespołu, i zrozumiał, że to ja jestem tym, który powinien zostać gitarzystą Red Hot Chili Peppers. Zwolnili tamtego gościa i zatrudnili mnie. Powiedzieli, że to iż oni są w zespole od początku, a ja jestem nowy nie ma żadnego znaczenia. Tworzymy zespół, wszystkim dzielimy się równo, wszystko robimy wspólnie, jesteśmy otwarci na nowe pomysły, nie jesteśmy ograniczeni, chcemy się zmieniać i nasza twórczość nie ma ograniczeń. To była piękna filozofia, która się opłaciła. Kiedy pracujesz tyle co inni, dostajesz tyle co pozostali, nie czujesz się mniej potrzebny i dajesz z siebie wszystko. Dla mnie to było doskonałe podejście ponieważ ciężko pracowałem rozwijając się jako muzyk, artysta oraz twórca.

Jak porównujesz pracę nad „Mothers milk” do pracy nad „Blood, sugar, sex, magik”?

Podczas pracy nad "Mothers milk" nie czułem się jeszcze gitarzystą i z tego punktu widzenia w niczym nie różniłem się od muzyka sesyjnego. Nie byłem w stanie wyrazić swoich uczuć poprzez muzykę, nie byłem jej jeszcze na tyle oddany. Znam wiele osób, które kochają tę płytę lecz dla mnie dopiero „Blood, sugar...” jest tym punktem, w którym poczułem się gitarzystą. Na niej mój wkład jest dużo większy niż na „Mothers milk”. Na „Mothers milk” skomponowałem 30%, a Flea 70%, natomiast do „Blood, sugar...” zrobiłem 60%, a Flea 40% muzyki. Podczas pracy nad tą płytą czułem przepływającą we mnie energię, był to jeden ze szczęśliwszych okresów w moim życiu, natomiast czas „Mothers milk” mogę zaliczyć do najbardziej nerwowych i nieszczęśliwych. Bardzo źle się wtedy czułem. Lecz nie byłem w tym osamotniony, Anthony czuł się podobnie, musieliśmy walczyć o każdy dźwięk, nic nie wychodziło, nie bawiliśmy się podczas tworzenia tej płyty.

Dlaczego odszedłeś z zespołu po nagraniu "Blood, sugar, sex, magik" i krótkiej trasie koncertowej?

Podczas jej nagrywania mieliśmy podejście w stylu: "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego", natomiast w czasie trasy każdy z nas żył w swoim własnym świecie. Czułem się wyizolowany, moje doznania i wierzenia przenosiły się w inny wymiar, nie byłem w stanie nad tym zapanować. Słyszałem wiele głosów w mojej głowie, które mnie pouczały, mówiły mi o rzeczach o których nie miałem pojęcia, te głosy w mojej głowie były mądrzejsze ode mnie. Słyszałem je przez cały czas. Na początku to nawet było zabawne i podczas tego tourne czułem się świetnie, lecz po pewnym czasie tak skutecznie przeniosłem się w czwarty, czy nawet piąty wymiar, iż przestałem zwracać uwagę na to co robię otaczającym mnie ludziom. Spowodowałem, że Flea oraz Anthony czuli się okropnie i odpłacali mi pięknym za nadobne. Byłem tym tak wyczerpany, że poważnie myślałem o przerwaniu trasy ponieważ wykańczała mnie psychicznie. I tak się stało. Kiedy odszedłem, mogłem tylko leżeć. Nie chciałem słuchać muzyki, czytać książek czy oglądać obrazów, chciałem tylko leżeć i gapić się. Byłem tak przygnębiony, że chciałem umrzeć. Naprawdę byłem bliski śmierci. W końcu znalazłem drogę do szczęścia. Teraz znów jestem w zespole i wiem jak wiele przeszli szukając kogoś na moje miejsce. Dlatego obecnie bardziej mnie cenią, a ja bardziej cenię ich, ponieważ wiem, że urodziłem się by z nimi grać. Tylko z nimi czuję się muzykiem, to jest zespół na całe życie. Można tworzyć z różnymi ludźmi lecz jest tylko jedna grupa dla której jesteś stworzony. Znalazłem równowagę w życiu. Obecnie współgram z duchami z innych wymiarów tak samo jak z ludźmi, stanowią dla mnie jedność. Kiedyś tak nie było. Obecnie mam przyjaciół w zespole jak i pośród duchów żyjących w innym wymiarze. Żyję w harmonii i nie mam wątpliwości po co istnieję, co powinienem osiągnąć jako człowiek. Obecna praca w zespole jest najcudowniejszym doświadczeniem, a ostatnie trzy lata najszczęśliwszym okresem mego życia. Jestem dumny z naszych dokonań i z tego co nas czeka. Myślę, że Flea i Anthony są najcudowniejszymi ludźmi na świecie.

Porozmawiajmy o Twojej solowej płycie "Niandra lades & usually just a T-shirt"

Powstała w czasie tworzenia i tuż po nagraniu „Blood, sugar, sex, magik”. Odkryłem wtedy umiejętność komponowania piosenek. Napisałem wiele tekstów, z których w dużej części byłem dumny. Cieszyły mnie jako poezja i jako piosenki. Wcześniej pisałem teksty, które dobrze brzmiały jako piosenki lecz nie sprawdzały się jako wiersze. Kiedy powstała ta płyta znalazłem na niej wiele numerów, które napawały mnie dumą zarówno jako piosenki jak i poezja. Ostatnia część tworzenia tej płyty przypadła na okres kiedy zamierzałem opuścić Red Hot Chili Peppers. Moja dusza była rozdarta nieprzytomnie, gdyż jedna jej część obserwowała to co się działo w chwili obecnej, a druga widziała to co mogłoby się wydarzyć. Wolałem to drugie. Teraz z perspektywy widzę, że wszystko przebiegało zgodnie z planem, natomiast wtedy myślałem, że powinienem coś zmienić w swoim życiu. Te uczucia znalazły odzwierciedlenie w ostatnich instrumentalnych utworach z tej płyty, które są piękne lecz czuję w nich to, że się rozpadam. Ten album przepięknie oddaje tamten okres mojego życia, jest esencją bycia artystą. Gdy walczyłem o coś o co nie musiałem walczyć, aby pozostać artystą. By nie zatracić się jako artysta, myślałem, że muszę o to walczyć. Po latach okazało się, iż nie o to chodziło. Wystarczyło bym jedynie akceptował rzeczywistość taką jaka jest, stanowił jedność z energią pozwalającą tworzyć muzykę, a nie walczył o cokolwiek. Jeśli jesteś tą jednością nie możesz się mylić.

Czy możesz powiedzieć kto jest na zdjęciu z okładki „Niandra lades...” oraz kim jest Klara?

Klara to córka Flea’i, z którą spędzałem dużo czasu, gdy płyta była zgrywana. Kilka dni w jej pokoju upłynęło nam na malowaniu oraz rysowaniu. Tych kilka dni dało mi siłę na kolejnych parę lat życia. Ponieważ przez wiele lat byłem uzależniony od narkotyków nie mogłem się z nią widywać, spotykaliśmy się okazjonalnie. Ale wtedy, pomimo tego, iż byłem naćpany, Flea pozwolił mi zostać w swoim domu i spędzać czas z córką. To napełniło mnie radością, która starczyła na kolejnych kilka lat. Dlatego dedykowałem ten album jego córce ponieważ wtedy się mną opiekowała i była za mnie odpowiedzialna. Napawa mnie radością oraz dumą fakt, że mogę patrzeć teraz jak dorasta i zmienia się w przepiękną kobietę. Dodaje radości memu życiu. Tę płytę dedykowałem również mojej ówczesnej dziewczynie Toni, która wciąż spotyka się z moimi przyjaciółmi. To zdjęcie jest klatką z jej eksperymentalnego filmu, w którym zagrałem postać zwaną Niandra Lades wzorowaną na osobie artysty Marcela Duchampa, malarza, oraz jego alter ego Rose se la vie, za którą w tym filmie byłem przebrany. I to jest klatka z tego filmu.

Czyli ty jesteś na zdjęciu?

Tak to ja.

Super, tak właśnie myślałem. Co powiesz o okładce swojej najnowszej solowej płyty „To record only water for ten days”?

To bardzo prosty projekt, narysowany oraz wymyślony przeze mnie. Okładka wykonana jest na błyszczącym papierze, by wyglądała super nowocześnie. Środek wzorowany jest na starodruki sprzed trzystu, czterystu lat. Kartki, na których wydrukowane są dawną czcionką teksty, wyglądają na pożółkłe ze starości, natomiast wygląd okładki ma przywodzić na myśl erę komputerową.

Gdzieś czytałem, że Dave Navarro chciałby wspólnie z tobą zagrać. Czy kiedykolwiek złożył ci taką propozycję, czy wystąpiliście razem.

Nigdy razem nie graliśmy.

A czy słyszałeś kiedyś takie oświadczenie?

To było wtedy gdy nie byłem w zespole, czy o tę wypowiedź dla gazety muzycznej chodzi? Kocham go za jego grę na gitarze, on kocha mnie za moją. Kochamy się również jako ludzie, lecz nigdy nie spędziliśmy wspólnie zbyt wiele czasu. Myślę, że te wypowiedzi były obliczone na zadowolenie ludzi, którzy mnie lubią. Może to brzmi niegrzecznie, ale on nigdy nie zwrócił się z taką propozycją do mnie tylko mówił o tym w prasie.

Dlaczego na koncertach nigdy nie gracie niczego z "One hot minute"?

Z tych samych powodów dla których nic nie gramy z "Mothers milk". Nie pasują do tego co w tej chwili tworzymy. Dotyczy to również niektórych utworów z "Blood, sugar...". Na koncertach wykonujemy jedynie te utwory, które brzmią jakby pochodziły z tej samej duchowej sfery co te z "Californication". Nie chcę umniejszać wartości "Mothers milk" lecz dla mnie te utwory brzmią jakby pochodziły z innej bajki.

Rozmowę przeprowadził Piotr Makak Szarłacki




główna  :  lista  :  ogłoszenia  :  imprezy  :  gitarka poleca  :  zespoły  :  wydawnictwa  :  forum  :  chat
napisz do nas: Piotr MAKAK Szarłacki
Tomasz Wawszczyk
Maciek Stachów
Kamil Mardok Mrozkowiak
©Intertele S.A. 2001